Hemingway był zdania, że należy codziennie pisać o jakiejś rzeczy, która się zdarzyła, nas zainteresowała, zaintrygowała lub po prostu o której jeszcze nie pisaliśmy.
Mnie zainteresowała otóż jedna rzecz o której jeszcze nie pisałam. A jest to mianowicie list motywacyjny. Kiedyś do pracodawcy wystarczyło wysłać swój życiorys bez zbędnego wdawania się w szczegóły. Skończyłam tę szkołę, pracowałam tu, przebyłam kurs dla gospodyń domowych. Ergo – jak najbardziej nadaję się na ekspedientkę.
Tymczasem teraz jest trochę inaczej. Bezrobotny musi wysilić resztki szarych komórek, które trochę zaśniedziały od siedzenia w domu i przeglądania ogłoszeń o pracę i napisać szeroko rozumiany list motywacyjny.
No ale jak mus to mus. Więc delikwent siada i wpisuje w google frazę „list motywacyjny”. Znajduje 4 360 000 wyników w 0,15 sekundy i wchodzi na pierwsze cztery.
A moje pytanie brzmi; jak można ocenić, że dana osoba będzie dobrze pracowała, jeśli napisze sztampowy list motywacyjny?
Jeśli nie potrafi takowych pisać i ośmieszy się wybierając pierwszy lepszy?
Po co pracodawcy pisać o tym, że „od dziecka chciałam, mam nadzieję, myślę, zwracam się z uprzejmą prośbą, uważam, pozwolę sobie zatelefonować…”. Nawiasem mówiąc (a raczej pisząc) co to w ogóle za słowo „zatelefonować”? Czy nie zaprzestano tak mówić 30 lat po pojawieniu się telefonu?
Czasem wydaje mi się, że pracodawca czeka na taką perełkę, gdzie usiądzie jeden idiota z drugim i zaczną sobie wymyślać list motywacyjny w stylu; „(…)A te teksty o młodych dynamicznych zespołach itp. zostawcie dla zaszokowanych mośków, którzy nie wiedzą o co chodzi i są w szoku, gdy zobaczą prezesa w garniturze i są w stanie dać prezesowi… wszystko co chce.:-) żeby tylko zdobyć pracę. To samo z tekstami o tym, że teraz jest trudna sytuacja na rynku i że na moje miejsce jest 100 innych osób. Jak chcecie mieć w waszej firmie bezmózgie, zniewolone Yeti to proszę bardzo – demokracja – wolno wam. Ja jestem szczęśliwym posiadaczem fajnego mózgu z IQ ponad 150, świetnie rozwiniętą percepcją, oraz zdolnością logicznego i analitycznego myślenia, mam swoją godność i nie muszę robić za tanią siłę roboczą.(…)”
Tak, jest to dość ciekawy przykład. Ale z pewnością kandydat nie nadaje się tam, gdzie akurat aplikuje. Ktoś, kto ma nadmiar wolnego czasu, może się pobawić w wymyślanie pięknych zdań, opisywania swojej przeszłości i snucia planów, jak to dana firma da mu „możliwość rozwoju” i „rynkowe wynagrodzenie”.
Ja patrzę na te ogłoszenia i tylko kręcę głową. Że też głowa mi się jeszcze nie ukręciła, to jest co najmniej dziwne. Bo ja siedzę i kręcę. I co zobaczę nowe ogłoszenie to kręcę jeszcze bardziej. No bo bądźmy ludźmi… żeby na stanowisko ekspedientki pisać list motywacyjny? Albo na stanowisko tragarza, ewentualnie kuriera? Chłopak albo kobieta bez doświadczenia. I co oni biedni napiszą? „Mam 25 lat, ukończyłem Technikum, myślę, że byłbym wspaniałym kurierem. Posiadam prawo jazdy kat. B, lubię wozić się ciężarówkami, poza tym doskonale zarządzam swoim czasem pracy (chociaż nigdy jeszcze tego nie robił – przyp. redakcji), posiadam zdolność analitycznego myślenia (chociaż nigdy analitycznie nie myślał, ale to tak ładnie brzmi – przyp. redakcji), jestem dyspozycyjny i zaangażowany.” Bez żartów. I pracodawca dodatkowo GWARANTUJE ciekawą pracę, pełną nowych wyzwań i atrakcyjne zarobki. „Ciekawa, pełna wyzwać praca” kryje w sobie to, że jak klient cię uderzy to wyzwaniem jest mu nie oddać. A „atrakcyjne zarobki” 1500 brutto, chyba, że ktoś nie ma życia prywatnego i jest w stanie pracować do 22.
Podsumowując, wymaganie listu motywacyjnego jest absurdem. Po pierwsze primo, bo przypadkiem mogę się nie dowiedzieć, że ten, co napisał, że „chciałbym, myślę i od dziecka marzyłem” by się nadał, po drugie primo oryginalny list może być napisany dla żartu. Trzeba jakoś zrobić wstępną selekcję. Dlaczegóż więc nie podzielić kandydatów do pracy na debili i większych debili…?
Właśnie siedzę i piszę list motywacyjny po raz pierwszy od 8 lat gdy ostatnio starałem się o pracę. I wiesz co ? Wczesniej nie musiałem go pisać. Wystarczyło samo CV.
Dokładnie się z Tobą zgadzam. List motywacyjny to bzdura. Pogadać i zainteresować kogoś czymś to mogę przy piwku z kolegami a pisanie cholera wie po co listu motywacyjnego jest moim zdaniem bzdurne i nikomu niepotrzebne. Musiałbym zapytać znane mi rekruterki ile z nich w ogóle czyta te listy. Uważam że liczy się kontakt osobisty, rozmowa, uścisk dłoni a w zaciszu domowym to każdy może w liście motywacyjnym napisać poezję co najmniej na poziomie Słowackiego.